W okresie międzywojennym ktokolwiek wspominał Hołublę, zaraz kojarzył najbardziej znaną osobę, która w dziejach tej wsi zajmuje poczesne miejsce, otoczone jakby legendą. Ks. Franciszek Chwedoruk, który był proboszczem w Hołubli, określał Marcinka jako osobę obdarzoną jakimś nadzwyczajnym zmysłem w różnych kierunkach. Widział to czego inni nie widzieli, leczył wszelkie choroby prostymi sposobami, ale bardzo skutecznie. Mówiono, że Marcin Chodowiec, gdyż tak się nazywał, należał do sekty religijnej, innym razem, że był wyznawcą diabła. Ks. Chwedoruk stanowczo temu zaprzeczył, twierdził, że Marcin był bardzo religijny, chodził do kościoła i bardzo szanował księży i ludność.

"Doktor" MARCINEK

„Doktor Marcinek” słynął ze składania złamanych kości, ale i inne choroby leczył niezwykle skutecznie. Przytoczę kilka historii, może legend, które świadczą o niezwykłości tej postaci:

W sąsiedniej wiosce był chory cały pokryty wrzodami i nie pomagały środki apteczne. Marcinek polecił zwinąć go w cały połeć świeżej, jeszcze ciepłej słoniny i pozostawić na kilka godzin. Po odwinięciu okazało się, że słonina naszpikowana jest jakimś robactwem, chory poczuł sił, jakby oczyszczony i wrzody szybko się pogoiły.
Bardziej drastycznego przykładu leczenia doświadczył ks. Mieczysław Szuciak. Chory cierpiał na żołądek, nie mógł jeść, wychudł, tracił siły. Marcinek wskazał mu, że w lesie leży wywieziony zdechły koń. Niech on rozbierze się i wejdzie w jego środek i siedzi, dopóki tylko wytrzyma. Chory to zrobił. Padlina była już tak nieświeża, napoczęta przez lisy. Chory przezwyciężył wstręt i wszedł do środka, siedział długi czas aż wreszcie chwyciły go wprost szalone wymioty, wypadł z padliny i wydawało mu się, ze wszystkie wnętrzności wyrzuci, aż stracił przytomność. Po przebudzeniu poczuł się jakby wyczyścił całe swoje wnętrze, nabrał apetytu i więcej się już nie skarżył.
Ks. Chwedoruk opowiadał, że odwiedził raz Marcinka. Przed domem siedzieli przyjezdni, z rozmowy wynikało, że są z Białegostoku. Gdy wszedł do domu zastał Marcinka siedzącego na pniu drewnianym, zastanawiał się nad chorobą chłopca z Białegostoku. Chłopiec bowiem stracił mowę i szukano choroby. Marcinek powiedział Księdzu, że nie o chorobę tu chodzi, a o awanturę, która wybuchła w domu tych ludzi. Z siekierami się ganiali po domu i bili dlatego chłopiec stracił mowę. Ks. Chwedoruk wyszedł z domu i zapytał wprost czy była jakaś awantura w domu, co ludzie tam obecni potwierdzili mówiąc, że faktycznie od tamtej pory chłopiec zaniemówił.

Inną historię opowiadał ks. Charyton, który był wikariuszem w parafii Jabłonna Lacka. Pewien gospodarz pokazywał księdzu studnię na podwórzu, kopał w wielu miejscach, w tej studni także i nigdzie nie było wody. Pojechał więc do Marcinka, a ten po chwili namysłu powiedział mu, że znajdzie wodę na terenie swojego gospodarstwa: odmierz na zachód od stodoły od północnego węgła 30 kroków, zaczniesz kopać w bruździe i wykopiesz starożytny kamień i pod nim znajdziesz wodę. Okazało się , że pod tym kamieniem była czysta, źródlana woda.

Jeden z gospodarzy sprzedał w Siedlcach buhaja i z pieniędzmi wracał do Hołubli. Przyzwyczajony chodzić boso, odparzył sobie nogi więc przysiadł na rowie odpocząć i zdjął sobie buty. Kiedy wrócił do domu zauważył, że nie ma pieniędzy. Bez chwili zastanowienia pobiegł do Marcina, a ten uprzedził go w drodze i czym prędzej każe mu dążyć tam, gdzie siedział w rowie, bo nadchodzi inny podróżny i znajdzie. Gospodarz pędził ile sił i rzeczywiście znalazł pieniądze, a kilkadziesiąt kroków dalej od strony Siedlec szedł inny piechur, ale zdołał go uprzedzić.

Oczywiście takich legendarnych wprost opowiadań o Marcinku było znacznie więcej, ale nie wszystko da się powtórzyć.
Najgłośniejsza ze wszystkich była jego przepowiednia dotycząca budowy nowego kościoła w Hołubli. Marcin na kilka lat przed wojną przepowiedział, że stanie w Hołubli kościół, „z gruzów siedleckich”, ludzie to powtarzali, ale nie mieli pojęcia jak się to może stać.
Marcin zmarł w 1936 r. i oto we wrześniu 1939 r. Siedlce w samym centrum zostają spalone. W tym przypadku był świadek. Na pogrzebie ks. Pielasy w 1985 r. w Sokołowie przemawiał ks. prof. Marian Myrcha. Nawiązując do budowy kościoła wspomniał, że podczas wizytacji bp Henryka Przeździeckiego był obecny Marcin, w pewnej chwili zaczął przecierać oczy, jakby chciał lepiej widzieć, a potem zaczął mówić, ze staje mu przed oczyma ogień wojny. Siedlce płoną i z tych gruzów będzie zbudowany kościół w Hołubli.


Poniżej zamieszczam artykuł z gazety „Goniec Warszawski” z 1936 r. dotyczący Marcina Chodowca.

"DOKTOR" MARCINEK

Hołubla historia

HOŁUBLA

Hołubla nasz dom
tam gdzie jest nasz dom

AKTUALNOŚCI

Obserwuj nas

Hołubla
facebook

Napisz do nas

Masz pytania ?

STRONA GŁÓWNA